Zarys autobiografi subiektywnej część siódma…

Mój przyjaciel Krzyś był dzieckiem z katolickiej rodziny, ale pomimo różnic poglądów między nami, potrafiliśmy przejść ponad tymi różnicami i nie tracąc naszej przyjaźni…spędzać czas na eksploracji tego, co nasze dzieciństwo, miało nam do zaoferowania…

Inspiracją do przeżywania naszych przygód były książki zarówno Karola May’a jak Cooper’a czy Mark Twain’a i tu pojawiał się w tle mój ojciec, który kategorycznie zabraniał mi korzystania z zasobów Biblioteki Publicznej i raz nawet zniszczył mi jedną książkę autorstwa Alfreda Szklarskiego z serii przygód Tomka…kolejne książki wypożyczał mi mój przyjaciel Krzyś, do czasu, gdy odkupiłem książkę zniszczoną porzez mojego ojca…

Mój ojciec był dyktatorem religijnym…zwłaszcza po tym, jak został sługą ośrodka i niedługo potem, sługą zboru na Piaskowej Gorze (dzielnicy Wałbrzycha).

Okres mojego, młodzieńczego buntu przeciwko władzy ojca, w moim, konkretnym przypadku, rozpoiczął się już w wieku ośmiu lat i trwał do wieku lat pietnastu, zbiegając się z okresem końca szkoły Podstawowej…

W moim domu rodzinnym nie istniała kwestia edukacji średniej i wyższej…kiedy skończyłem klasę ósmą, ojciec zapytał, co chciałbym robić w ciągu najbliższych, kilku lat…i było to pytanie, jak najbardziej retoryczne…

Mama zaczęła coś mówić o moich zdolnościach w dziedzinie polonistyki i nauk historycznych, ale ojciec urwał to zdaniem: ” z tego nie da się wyżyć, on musi iść do jakiejś szkoły zawodowej bo nas matka, nie stać na jakieś fanaberie edukacyjne…poza tym…niebawem będzie i tak koniec świata…

Dopiero po latach zrozumiałem, że utrzymywanie rzeszy świadków Jehowy w przekonaniu o bliskości końca świata, było straszakiem utrzymującym posłuch pośród maluczkich…tak samo, jak dogmat o piekle pośród katolików…

Istniały w wyznaniu świadków Jehowy elementy, które mi się podobały i tak na przyklad …stan pozaprawny tego wyznania w Polsce i innych krajach Bloku prosowieckiego, w przeciwieństwie do swobód religijnych w krajach tzw. “demokracji” zachodnich…

Udział w głoszeniu “dobrej nowiny”… o Królestwie Bożym – ale czy ogłaszanie końca świata było odbierane przez większość katolicką, jako dobra nowina?

Jako dziesieciolatek czy nawet później,gdy w czasie wakacji, byłem kaznodzieją wakacyjnym; nie zastanawiałem się nad głębią tego pytania a zwłaszcza nad kolizją treści tego pytania, z esencją informacji wyprowadzanej z samej treści modlitwy “OJCZE NASZ”…

Innym elementem,jaki mi się podobał, było organizowanie w okolicznych lasach dużych Konwencji…dla młodych członków wyznania, był to sprawdzian nie tylko zdolności zbudowania infrakstury, takich miejsc, ale późniejsze ich pilnowanie, na kilka dni przed samą Konwencją – slowem ochrona przed komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa…

Zmylenie organów państwa komunistycznego polegalo najczęściej na stworzeniu kilku, takich miejsc i na kilka dni przed datą samej Konwencji, pozorna aktywizacja tych miejsc, co często powodowało, iż SB-cy śledzili rejon, gdzie taka Konwencja nigdy się nie odbyła…

W dniu Konwencji w kierunku prawdziwego miejsca szły małe grupki, a cala większość w postaci kilku kolumn podążała zwykle do pozorowanych lokalizacji i dopiero gdy schodzili z polnych dróg do lasu, byli kierowani przez młodzież, siedzącą na drzewach, do miejsca właściwego…

Po kilku dekadach mojego życia, gdy już wyznanie zostało zarejstrowane…i na przyklad, otwarcie Sali Królestwa w wałbrzyskiej dzielnicy Podzamcze, zostalo oficjalnie uhonorowane wizytą przez przedstawicieli lokalnej władzy…wtedy, dla mnie osobiście…te akty uznałem za opisane w Księdze Objawienia…akty przyjęcia znamienia Bestii…bo ta Bestia ( władza świecka ) nadając tytuł legalizmu dla tego wyznania, przyjmowała je w swoje posiadanie…stąd żadne wyznanie,poddające się nakazowi rejestracji, w ramach kontroli ze strony Bestii, nie może uchodzić za część Wielkiej Rzeszy Ludzi Dobrej Woli – opisanych w Księdze Objawienia…

Leave a Comment